» :


Szelki - ciekawe strony o Twoim hobby. Sprawdź różne strony o tematyce hobbystycznej, od kolekcjonerstwa po zwierzaki!
» eCommerce.edu.pl
Aukcje.org: Nowy serwis: ecommerce.edu.pl, należący do Bankier.pl czyli... Naspers. Portal eCommerce.edu.pl dostarcza wiedzę na temat handlu w internecie. Lubimy dzielić się wiedzą i staramy się, aby czas spędzony na naszych stronach owocował bezpiecznymi transakcjami z pewnymi kontrahentami. Współpracujemy również ze specjalistami z wielu dziedzin, którzy wspierają nas swoją fachową wiedzą. Masa materiałów do czytania, a wśród nich pierwszy pod paluch wskoczył mi wywiad "O e-commerce, prowizjach i SaaS" z Sebastianem Mulińskim z IAI S.A.: Czym należy kierować się w wyborze oprogramowania dla naszego sklepu internetowego? Sebastian Muliński: Wiele osób skupia się na bieżących potrzebach. O tym, co zidentyfikowali tu i teraz. To oczywiście jest ważne, ale budując biznes musimy patrzeć w przyszłość. Oczywiście nie można wybierać systemu, który na razie nie ma nic, ale firma obiecuje nieprawdopodobne rzeczy już niedługo. Należy szukać oprogramowania, które zapewnia rozwój w przyszłości i nie będzie ograniczało rozwoju sklepu. Trzeba też pamiętać, że otoczenie w internecie zmienia się niesamowicie szybko. Jeszcze wiosną tego roku nikt nie rozważał sprzedaży na portalu Facebook. Od lipca jest to możliwe. Wybierając dostawcę trzeba zwracać uwagę na tempo rozwoju oferowanego systemu. Jeżeli firma oferuje aktualizacje co kilka miesięcy, to bardzo szybko może się okazać, że sklep internetowy nie nadąża za rynkiem.
Pozycjonowanie Białystok Makijaż Permanentny Warszawa e learning agencja celna Skrzynki Kinkiety Tłoczenie Płyt Mopy Drukarki fiskalne Globus Dekoracje ścienne Pozycjonowanie
» Uciec od Allegro - cz.5
Aukcje.org: Dziś o unikalności i bezdyskusyjności atutów sklepu - argumentach, które mają powodować zakupy w naszym sklepie. Zaczniemy od dygresji... Przegadałem kiedyś cały wieczór z pewnym doktorem filozofii i nauk politycznych ze Stanów na temat tego, skąd się bierze w Polsce pewne męczące zjawisko. Mój rozmówca był świeżo po lekturze raportu stworzonego przez jakieś polskie ministerstwo dla komisji gdzieś za granicą. Na kilkuset stronach raportu jedyną rzeczą, którą - jego zdaniem - autorzy faktycznie udokumentowali i udowodnili było to, że nie byli w stanie, nie potrafili, nie chcieli, nie mogli, nie umieli - taki los - napisać raportu. Mój rozmówca miał wielokrotnie styczność z tego typu "twórczością" - prowadzi wykłady w kilku uczelniach wyższych. Nie był w stanie pojąć, skąd powszechna niezaradność w krytycznej analizie danych oraz syntezie wniosków popartych zasadną argumentacją. Czy Polacy nie potrafią argumentować? Mój rozmówca zaczął odrobinę rozumieć genezę problemu po tym, jak opowiedziałem mu o podstawowej formie literackiej ćwiczonej do znudzenia na każdym poziomie szkolnym w naszym kraju. Tak... rozprawka. Każdy uczeń w Polsce jest przymuszany do uprawiania schizofrenicznego boju z samym sobą na zadany temat: ma rozważać jednocześnie "za" i "przeciw", być adwokatem i oskarżającym w jednej osobie. Stopień komplikacji tej roboty wzrasta przy maturze, kiedy dodatkowo pojawiają się niepisane wymogi "nawiąż do jak największej liczby lektur, żeby udowodnić, że je w ogóle znasz" oraz "praca powinna mieć objętość przynajmniej iluś-tam stron, bo inaczej wygląda niepoważnie". Nie ważna waga argumentów, ich trafność, ani obiektywne dowiedzenie tezy. Funny huh? Jeśli wydaje Wam się, że to koniec możliwości masturbacji "rozprawianiem", to niestety mylicie się. Prace naukowe w Polsce także mają charakter rozprawy. Kuriozalnie wręcz wygląda obrona takich prac, bo de facto uczciwie napisana rozprawa winna wyczerpać argumenty obu stron... A zatem powstaje pytanie: o czym dyskutować w trakcie jej obrony? O meritum, czy o formie i biegłości jej użycia? W tym samym czasie, rówieśnicy w cywilizowanych krajach ćwiczą pisanie esejów - czyli prezentują SWÓJ punkt widzenia. Uczą się samodzielnego wyciągania wniosków, zajmowania stanowiska, krytycznej analizy źródeł, a przede wszystkim artykułowania argumentów. Im celniejszych i trudniejszych do obalenia - tym lepiej. Argument nie ma przekonywać do czegoś - ma tego dowodzić. Wywód powinien także dowodzić niesłuszności kontrargumentów. Niezrozumienie czym jest argumentacja objawia się w Polsce na każdym kroku. Także w e-commerce, bo pora wrócić z dygresji na zasadniczy tor, potrafi pchnąć ludzi do kuriozalnych pseudodyskusji, których jedynym efektem może być co najwyżej awantura, ale nie konkluzja. A co najgorsze, słaba argumentacja nie ma najmniejszych szans nikogo do niczego przekonać, a już najmniej do wydawania pieniędzy. Jaki argument powoduje, że ludzie robią zakupy na Allegro? "Dostępność szerokiej oferty przedmiotów w cenach najczęściej konkurencyjnej w stosunku do innych miejsc."... ok. Jakie kontrargumenty powodują, że ludzie mogą nie lubić tam kupować? "Zbyt częsta nierzetelność sprzedawców, kiepskie wsparcie w wypadku problemów, nagminne nieuczciwe praktyki w kalkulacji kosztów przesyłek." Jeśli chcecie zacząć budowę własnego sklepu, z tymi argumentami musicie zmierzyć się w pierwszej kolejności. Ni mniej ni więcej oznacza to, że musicie bardzo dokładnie rozpracować obsługę wszystkich procedur dla klienta: bardzo dokładny opis kosztów, terminów i zasad wysyłki bardzo dokładny opis procedury reklamacyjnej bardzo dokładny opis sprzedawanej oferty bardzo dokładny opis Was jako sprzedawców bardzo dokładny opis płatności bardzo dokładny opis postępowania w sytuacjach awaryjnych: brak towaru na magazynie, pomylone przesyłki, kłopoty z pocztą i inne bardzo dokładny opis wsparcia dla klienta po sprzedaży: czy w przyszłości ma prawo do rabatów, jak wyglądają gwarancje, na co może liczyć przy następnych zakupach itd. Masa szablonów i opisów do wykonania. Wielu właścicieli sklepów nie przykłada się do tego, czego efektem są lapidarne zapisy w stylu "Zgodnie z ustawą z dnia 2 marca 2000 r. o ochronie bla bla bla - Klient może odstąpić od umowy sprzedaży bez podania przyczyny w ciągu 10 dni od daty odebrania przesyłki. Koniec.". Kto płaci za zwracaną przesyłkę? W oryginalnym opakowaniu czy obojętne? W jakiej formie klient informuje sprzedawcę o odstąpieniu od umowy? Czy po 10 dniach ma odesłać towar, czy wystarczy napisać że rezygnuje? Itd, itp. Rozpracowanie powyższego stanowi zaledwie argument przekonywujący za tym, aby robić u Was zakupy. To jeszcze nie DOWODZI, że jesteście najlepszym miejscem na zrobienie zakupów. Identyczne argumenty może mieć każdy wasz konkurent. Ostateczna decyzja będzie oparta na UNIKALNYCH argumentach, których nikt poza Wami mieć nie będzie: czy istnieje możliwość wydania wieczystej gwarancji na Wasz towar? czy potraficie rozszerzyć w czasie ponad wymagania ustawowe gwarancję zwrotu? czy jesteście w stanie skalkulować ceny tak, aby klient nie płacił za przesyłkę? czy stać Was na bonusy? czy jesteście w stanie dostarczać towar z gwarancją następnego dnia roboczego? czy macie wyłączność na sprzedaż danego asortymentu? czy jesteście w stanie zaoferować atrakcyjny program lojalnościowy? czy Waszą ofertę znają i polecają w wielu miejscach? czy potraficie utrzymać kontakt z klientem po sprzedaży? Te argumenty DOWODZĄ (a przynajmniej starają się), że może faktycznie warto u Was kupić. Jeśli dobrze je przemyślicie, rozpracujecie, przedstawicie i faktycznie zrobicie z nich zasadę swojego działania - macie sporą szansę, że Wasze argumenty staną się argumentami klientów. "Kupuję tam, bo..", "Nie kupię gdzie indziej, bo...". Klienci Was sprawdzą - jeśli coś położycie, natychmiast znajdą argument "Nie kupię tu, bo..". Nikt z Wami nie będzie dyskutować. Nie macie co kombinować i płacić za PiaR, który będzie wmawiać ludziom coś przeciwnego. Bo w głębi duszy, mimo lat spędzonych w szkole na "rozprawianiu" - w życiu decydują argumenty unikalne i bezdyskusyjne. Następna część cyklu: Uciec od Allegro - cz.6 Poprzednia część cyklu: Uciec od Allegro - cz.4
» Uciec od Allegro - cz.6
Aukcje.org: Stosując zasadę "kupowania desek zamiast myślenia o sadzeniu lasu" powinienem odradzić Wam pisania samodzielnie regulaminu Waszego sklepu. Zdaję sobie jednak sprawę, że część z Was postanowi "zaoszczędzić na kosztach" i w myśl idiotycznego polskiego powiedzenia "nie święci garnki lepią" ochoczo nasadzi całkiem spory zagajnik. Nie będziecie osamotnieni: częstą praktyką wśród właścicieli nowych sklepów jest pisanie... eh... co tu dużo kryć, przepisywanie toczka w toczkę regulaminu od konkurencji. Pół biedy, jeśli zżynają z dobrego wzorca, gorzej jeśli powielają czyjeś błędy. A te, zdarzają się także największym i darzonym sporym zaufaniem. Zasadnicze prawa i obowiązki Was jako przedsiębiorców prowadzących sklep są z grubsza zdefiniowane w przepisach prawa. Jeśli nie podoba Wam się niesymetryczność pewnych regulacji w serwisach aukcji - np. konieczność weryfikacji swoich danych i jej brak u klienta przy zakupach - to niestety muszę Was zmartwić: przepisy dotyczące handlu internetowego są niesymetryczne i pora do tego przywyknąć. Jako sprzedawcy macie masę obowiązków i niewiele praw. Wasz klient ma w zasadzie same prawa, a część (odpukać) może przyprawić Wam sporo siwych włosów. Zacznijmy od podstaw: Ustawa z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną, Dz.U. 2002 nr 144 poz. 1204 Ustawa z dnia 23 kwietnia 1964 r. - Kodeks cywilny, Dz.U. 1964 nr 16 poz. 93 Ustawa z dnia 16 lutego 2007 r. o ochronie konkurencji i konsumentów Dz.U. 2007 nr 50 poz. 331 Ustawa z dnia 16 lipca 2004 r. Prawo telekomunikacyjne, Dz.U. 2004 nr 171 poz. 1800 Ustawa z dnia 2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej, tekst jednolity Dz.U. 2007 nr 155 poz. 1095 Ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych, tekst jednolity Dz.U. 1997 nr 133 poz. 883 Ustawa z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, tekst jednolity Dz.U. 2003 nr 153 poz. 1503 Ustawa z dnia 12 grudnia 2003 r. o ogólnym bezpieczeństwie produktów, Dz.U. 2003 nr 229 poz. 2275 ... lektura na dobry początek. Zniechęceni do "sadzenia lasu"? Do powyższego spisu powinniście dodać: Ustawy regulujące obrót określonym asortymentem towarów - jeśli zamierzacie sprzedawać dobra, podlegające specyficznym wymogom kilka Rozporządzeń różnych Ministerstw kilka unijnych aktów prawnych regulujących prawa konsumenta i obowiązki przedsiębiorców kilka interpretacji przepisów publikowanych przez różne organa sporo przepisów wykonawczych sporo orzecznictwa rejestry: klauzul niedozwolonych, produktów niebezpiecznych Przyzwoity zbiorek tego, co powinniście znać zabierając się za pisanie regulaminu czy "tuning" regulaminu znalezionego w sieci, znajdziecie na stronie UOKiK w zakładce "Prawo"... nadal nie zniechęceni? A zatem: zabieramy się za pisanie. 1. Regulamin sklepu internetowego jest Umową, dokładniej rzecz biorąc wzorcem umowy zawieranej na odległość. Jak każda umowa, regulamin powinien zawierać dokładne określenie stron: Was jako konkretnego przedsiębiorcy, oraz hipotetycznego konsumenta. O tym, co dokładnie musicie napisać o sobie pisałem kawał czasu temu i pozostaje to aktualne. Zwróćcie uwagę, że jeśli obrót Waszym asortymentem wymaga konkretnych zezwoleń (leki, tytoń, alkohol itd..) podstawowe dane przedsiębiorcy powinny być uzupełnione o numer stosownego dokumentu z oznaczeniem organu, który go wydał (sprawdźcie przepisy branżowe). Tyle o Was - pora na konsumenta. Po pierwsze, powinniście zadecydować, czy konsument musi się rejestrować. W 99,99% przypadków tak, ale są wyjątki: dla przykładu, jeśli całość sprzedaży, zapłaty i dostawy realizujecie w formie elektronicznej, np. oferując ebooki, pliki mp3, doładowania, tapety, dzwonki czy gry na telefon komórkowy, oprogramowanie - w zasadzie, możecie obyć się bez rejestrowania użytkownika. Najważniejsze, aby dotarła do Was płatność. Poza zapisaniem wymogu dotyczącego rejestracji, powinniście określić kim może być Wasz klient. W tym miejscu możecie zdefiniować, że Wasz klient może być przykładowo tylko przedsiębiorcą (np. prowadzicie e-hurtownię i nie chcecie sprzedawać osobom fizycznym). Możecie także ograniczyć dostęp osobom niepełnoletnim. Możecie ograniczyć zakupy dla wyłącznie klientów krajowych. Możecie w końcu napisać, że Sprzedajecie każdemu, kto się nawinie - byle by miał zdolność do czynności prawnych. Poinformujcie Klienta, że odpowiada za zgodność danych z rejestracji z rzeczywistością. 2. Drugi obowiązkowy składnik regulaminu to definicja "rodzaju i zakresu usług świadczonych drogą elektroniczną". Jeśli prowadzicie sam sklep, bez forum, możliwości wystawiania opinii o towarze, programów partnerskich, promocji, newsletterów, nietypowych formatów sprzedaży ("zaproponuj cenę", licytacja, itd), to sprawa jest prosta: powinniście napisać, że prowadzicie sprzedaż towarów oferowanych do zamówienia przez internet, w jaki sposób przyjmowane są zamówienia, jakie dane składają się na zamówienie (towar, sposób dostawy, sposób płatności), czy zamówienie przed zrealizowaniem jest potwierdzane (i w jaki sposób), jakim dokumentem potwierdzacie sprzedaż, czy klient ma możliwość śledzenia zamówienia. A zatem, opisujecie krok po kroku sprzedaż: od rejestracji lub zalogowania po wysyłkę/dostawę. Wszystkie inne usługi, które będziecie świadczyć - proponuję dla jasności opisać w osobnych dokumentach-załącznikach. 3. Ceny towarów - powinniście opisać, że dla klienta wiążącą jest cena w chwili składania zamówienia. że ceny mogą podlegać zmianie, że zmiana nie wpływa na już złożone zamówienia. Dodatkowo powinniście poinformować klienta o kosztach przesyłki - czy stanowią integralną część ceny sprzedawanego przedmiotu, czy są kalkulowane na podstawie wagi, ilości, odległości itd. Możecie także przywołać załącznik cennika wysyłki. Określcie sposoby płatności, ich wpływ na koszta wysyłki i czas realizacji, postępowanie w sytuacjach nadpłat/niedopłat. Możecie zapisać, czy ceny zawierają podatek VAT. 4. Pora na dokładny opis wysyłki - w jaki sposób, czym, kim, jak często, w jakim terminie klient może spodziewać się realizacji zamówienia. Powinniście zastrzec za co faktycznie odpowiadacie - nie możecie na siebie brać opóźnień wynikających z pracy poczty, nie możecie odpowiadać za niedoręczenia/zagubienia po stronie firmy wysyłkowej, błędnie podane dane adresowe klienta itd. Warto przemyśleć te zapisy. 5. Pora na zapisy dotyczące "standardowych awarii" handlowych: czy rezerwujecie (sobie i klientowi) możliwość anulowania zamówienia (kiedy, w jakich okolicznościach, w jaki sposób, w którym momencie). Te zapisy z jednej strony zagwarantują Wam wyjście z twarzą np. z sytuacji braku towaru na magazynie, z drugiej strony pozwolą klientowi na szybką korektę, domówienie, odwołanie części/całości zamówienia. Ważny problem do opisania to kwestia tego, co dzieje się z płatnością za nie-do-końca zrealizowane zamówienie. Musicie jasno określić co zwracacie, kiedy, w jaki sposób. Co w wypadku nadpłat? 6. Kolejna "standardowa awaria", tym razem z gatunku najpoważniejszych: zwrot towaru do sprzedawcy i odstąpienie od umowy jako takie: kiedy, w jakim opakowaniu, na czyj koszt, jak klient powiadamia sprzedawcę o zwrocie/odstąpieniu od umowy, kiedy klient dostaje zwrot pieniędzy, czy może zwrócić część towaru, czy może odesłać towar noszący ślady używania.. itd. Proponuję bardzo poważnie potraktować te zapisy. Ograniczenie do zapisu: "zgodnie z ustawą (...) klient ma prawo do zwrotu" wróży poważne kłopoty. Procedurę zwrotu oraz wszystkie przepisy jej dotyczące musicie znać lepiej niż pacierz: na wyrywki, z niuansami. Sugeruję prześledzić także orzecznictwo w sprawach dotyczących "konfliktów przy zwrotach". Wyobraźcie sobie, że musicie przyjąć na magazyn towar za kilkadziesiąt tysięcy pln, bez możliwości zwrotu do hurtowni, lekko używany, o wartości rynkowej znacznie niższej niż w momencie sprzedaży... Prawo jest bardzo nieprzychylne sprzedawcom w tej kwestii. 7. Temat na poemat: reklamacje. Czy każdy towar w sklepie posiada gwarancję i jaką? W jakich wypadkach klient ma prawo do reklamacji? W jakiej formie zgłasza reklamację i komu? Czy klient musi posiadać dowód zakupu? W jakim terminie rozpatrywane są reklamacje? Jakie są następstwa uznania/nieuznania reklamacji? Kto płaci za wysyłanie/składowanie reklamowanego zakupu? Ile czasu ma klient na złożenie reklamacji? Podobnie jak poprzedni punkt - musicie mieć to rozpracowane w najdrobniejszym detalu. Reklamacje nie są aż tak groźne jak zwroty towaru, w sporej części wypadków istnieje możliwość przeniesienia obciążeń na producenta towaru - niemniej, zagadnienie jest zbyt poważne, aby załatwić je dwoma zdaniami w regulaminie. 8. Zapisy dodatkowe, czyli "dupokrytki" na różne okoliczności. Przykład: "klient, kupując sprzęt elektryczny lub elektroniczny, ma prawo zwrócić stary (zużyty) sprzęt tego samego rodzaju do sklepu, w którym kupił nowy produkt." Wygląda na dobrowolną opcję...? To wymóg Ustawy z dnia 29 lipca 2005 roku o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym (Dz. U. nr 180, poz. 1495). Tego typu "rozmaitości" trafiają się w różnych branżach. Zagadnienie, z którym powinniście się zmierzyć w tej części regulaminu to także sposób traktowania danych osobowych konsumenta. Minimalny zakres w jakim regulamin powinien traktować o ochronie danych osobowych, to przywołanie załącznika "polityki prywatności" - będzie jeszcze okazja do prześledzenia tego typu regulacji przy kolejnej części cyklu. 9. Postanowienia końcowe: co w wypadku, kiedy regulamin okaże się niedokładny? Czy regulamin ma prawo się zmieniać? Co w wypadku, kiedy klient nie jest zadowolony z rozstrzygnięcia reklamacji? Czy zapisy o odstąpieniu od umowy dotyczą wszystkich klientów czy tylko konsumentów w rozumieniu ustawy? Prawo jakiego kraju jest właściwe dla przedsiębiorcy prowadzącego sklep? ... i to by było na tyle, jeśli chodzi o ogólną teorię. Mam nadzieję, że udało mi się nie narobić byków, a przede wszystkim skutecznie zniechęcić Was do samodzielnego pisania regulaminu dla Waszego sklepu. Ograniczcie się do spisania swoich pomysłów - ich dopracowanie pozostawcie fachowcom. Nie liczcie na darmowe porady na forach prawniczych. Znacznie lepszym rozwiązaniem jest konsultacja w jakiejkolwiek organizacji konsumenckiej. Wizyta u prawnika jest jednak nieodzowna - poza poprawnym spisaniem, przełożeniem potocznego języka na wiążące określenia, pomoże Wam zabezpieczyć się i bronić Wasz interes. Poprzednia część cyklu: Uciec od Allegro - cz.5


Kolekcjonerstwo, czyli zbieractwo. Jest to gromadzenie wszelkich przedmiotów, dotyczących różnych dziedzin w celu tworzenia zbiorów, wystaw i pokazów. Najczęściej w formie amatorskiej jako hobby. Rozwija się już u dzieci w wieku przedszkolnym - w dzisiejszych czasach często pod wpływem reklam telewizyjnych - szczególnie u dzieci.